O tym jak powstał Szczep Czarny... Kojarzycie bajkę o siedmiu krasnoludkach? No w oryginale nie było żadnej księżniczki, a krasnoludki nie pracowały w kopalni. Pozwólcie, że przybliżę wam trochę tę historię. Obiecuję, że zrobię to najlepiej jak potrafię. Tych siedmiu krasnoludków było tak naprawdę rodzeństwem. No wiecie przyrodnim. Mieli jednego ojca. Miał specyficzne przezwisko - komendant na niego wołali. Trochę dziwnie, ale no wiecie, nie mi oceniać. Mieszkali w budynku zwanym harcówką. No bo krasnoludki te bardzo lubiły harce i tak dalej. Najstarszy z nich miał przezwisko Jadowity. Chodził ubrany na czarno, nosił tylko nieliczne białe dodatki. Był niepokonany we wszystkim co robił. Jego młodsze rodzeństwo chciało brać z niego przykład. Strzała na przykład nosił ze sobą Jadowite Strzały tym samym nawiązując do przezwiska jego starszego brata. Wiecie, Strzała jest chyba moim ulubieńcem. Tak jak reszta jego rodzeństwa ma piękny proporzec, ale oprócz tego ma też swoją własną piosenkę! Poluje na węże dzięki czemu jego rodzina jest bezpieczna. Kolejny krasnoludek to Ognik. On jest najmniejszy, a jego przezwisko wzięło się od ogników świecących w jego oczach, gdy się uśmiechał. Sokół i Tur to bliźnięta. Obaj dostali przydomek czarny. Wiecie, Czarne Sokoły i Czarne Tury. Największy to Płomień, nazywają go tak od Płomieni w ogniskach rozpalanych przez niego. W pewnym momencie Tur postanowił wyprowadzić się z domu rodzinnego. Naprawdę wszystko fajnie, rodzeństwo wzajemnie się kochało, ale czasami nawet najbardziej zżyta rodzina potrzebuje trochę czasu by od siebie odpocząć. Gdy zabrakło Tura rodzinie pomogło pewne stowarzyszenie dorosłych krasnali. Żar się nazywało. I tak sobie razem żyli, pomagali i było dobrze. Naprawdę dobrze. Nazywali ich Szczepem, bo w Szczepie każdy sobie pomaga. Gdy jesteś w szczepie możesz liczyć na pomoc innych, gdy podwinie ci się noga. Mimo, że pojawia się rywalizacja jest ona zdrowa i to jest cudowne.
Autorka: pwd. Julia Stanuch HO